Przejdź do głównej treści
Produkty w koszyku: 0. Zobacz szczegóły

Twój koszyk jest pusty

12 -latek, który napisał książkę

Chłopiec czekał na ten moment cały tydzień. W 2005 r. nie było jeszcze Netflixa. Dlatego jednym z najbardziej ekscytujących wakacyjnych wydarzeń w życiu 12-latka była sobotnia wyprawa z tatą do wypożyczalni DVD.

12 -latek, który napisał książkę

Od rana nie mógł usiedzieć w miejscu i nasłuchiwał, kiedy tata w końcu powie: “Jedziemy zrobić zakupy!” Wypożyczalnia mieściła się tuż obok lokalnego sklepu spożywczego. Chłopiec najpierw pomagał ojcu zaopatrzyć rodzinę w jedzenie na cały tydzień, a potem wybierał film, który chciałby obejrzeć w sobotni wieczór.

Już od jakiegoś czasu miał w głowie tytuł, o którym usłyszał w szkole. Władca Pierścieni. Udało mu się nawet zobaczyć opakowanie pierwszej części na DVD. Grafika z przodu zafascynowała go swoją tajemniczością. Nie było to pierwsze fantasy, z jakim miał do czynienia. Patrząc na te konkretne pudełko czuł jednak, że kryło się w nim coś niezwykłego, innego niż baśnie, które wcześniej czytał lub oglądał. Wiedział, że kiedyś na pewno zobaczy ten film.

Nigdy nie miał pewności, jakie pozycje będą dostępne do wypożyczenia. Tym razem jednak udało się! Sprzedawca z pośpiechem przejrzał odpowiednią półkę i po chwili wyjął z niej znajomo wyglądające opakowanie z DVD. Tata zapłacił za wypożyczenie i wręczył 12-latkowi białe pudełko, które dla innych wyglądało zwyczajnie, ale dla chłopca stanowiło obietnicę czegoś, na co tak długo czekał. Młodzieniec uśmiechnął się - tego wieczoru w końcu obejrzy Władcę Pierścieni!

Czasem w życiu tak bywa, że im bardziej nie możemy się czegoś doczekać i nastawiamy się, że czeka nas wspaniałe przeżycie, tym większe czeka nas rozczarowanie. Na szczęście w tym przypadku tak się nie stało. Z każdą kolejną minutą filmu chłopiec czuł się coraz bardziej zafascynowany tym, co oglądał. Była to najbardziej niesamowita historia, jaką kiedykolwiek widział. Nie do końca jeszcze wszystko rozumiał, ale ta opowieść, ten fantastyczny świat pochłonęły go w całości. Z wypiekami na twarzy śledził, jak czworo hobbitów wyruszyło w tajemniczy, niebezpieczny świat. Film ten rozbudził jego wyobraźnię i sprawił, że nie mógł przestać o nim myśleć.

Seans w końcu się jednak skończył, a chłopiec chciał nadal przebywać w tajemniczym, fantastycznym świecie i przeżywać przygody razem z jego bohaterami. Pragnął w jakiś sposób przedłużyć emocje, których doświadczał w czasie oglądania. Myślał o tym całą niedzielę, aż w końcu, pod wpływem dziwnego impulsu, postanowił napisać coś równie wyjątkowego.

W poniedziałek, po powrocie do domu, zamknął się w swoim pokoju, wziął do ręki długopis, usiadł na podłodze, opierając się plecami o łóżko i zaczął tworzyć. Czuł się tak podekscytowany, że całkowicie stracił poczucie czasu. Istniał tylko on i zeszyt, w którym z zaciętą miną zapisywał kolejne strony.

Zaczął od mapy, bo przecież każdy wie, że dobra książka fantasy musi mieć z przodu mapę. Naszkicował krainę zamieszkiwaną przez niziołków, zaznaczył tajemnicze miasto elfów i wybrał miejsce, w którym mieściło się złowrogie królestwo głównego antagonisty książki. Jeśli koncept ten coś Wam przypomina, to dobrze kombinujecie. Chłopiec nadal miał w głowie Władcę Pierścieni. Dlatego też jednym z głównych bohaterów książki był potężny, niegodziwy Sarurman.

Chłopiec pisał niemal cały dzień, z przerwami na jedzenie. Z radością tworzył opowieść o wielkim złu, które zagrażało światu oraz o dzielnych bohaterach, którzy próbowali go uratować. Nie będzie wielkim spoilerem, jeśli powiem, że dobro zwyciężyło. Czasem korektorował, czasem skreślał, niekiedy grzązł w martwym punkcie, jednak uparcie sunął naprzód. Jeden dzień, drugi, trzeci…

W końcu książka była gotowa. Chłopiec napisał swoją pierwszą prozę. Opowieść nie była długa, więc przypominała bardziej rozbudowane opowiadanie. Chłopiec pomylił też hobbitów z goblinami. Stąd też wśród bohaterów, obok potężnych czarodziejów i zaprawionych w bojach rycerzy, znalazły się sympatyczne i prawe gobliny oraz podłe, nikczemne hobbity. Opowieść nie była szczególnie oryginalna. Widać było ogromny wpływ Władcy Pierścieni i Śródziemia. Chłopiec był jednak zachwycony. Przeglądał ją przez kilka dni, wertując zapisane strony. Nikomu jednak jej nie pokazał, jakby w głębi serca wstydził się pisania.

Przez kolejne tygodnie wakacji, jak to bywa u 12-latków, zajmował się innymi rzeczami. Miłość do epickich opowieści fantasy pozostała w jego sercu. W kolejne wakacje, gdy skończył szkołę podstawową, postanowił pójść dalej i tym razem kupił książkę - Władca Pierścieni. Przeczytał ją raz, potem drugi i trzeci. Z przerwami jedynie na sen i jedzenie. Powieść ta przemówiła do jego wyobraźni i jego serca jak żadna inna. Marzył o tym, aby przenieść się do Shire, aby razem z Rohirrimami szarzować na polach Pelennoru, aby wspólnie z Pippinem dołączyć do wojsk Gondoru. Książka ta ukształtowała go jako człowieka na kolejne lata i rozbudziła w nim tę pasję do epickich opowieści, która od zawsze tkwiła gdzieś głęboko w jego sercu. Dlatego w kolejne wakacje ponownie kupił gruby zeszyt w kratkę i usiadł, aby napisać swoją drugą książkę.

Tym razem planował podejść do tego na poważnie. Nie chciał inspirować się twórczością innych pisarzy. Miał ambicję, aby stworzyć coś innego, swojego. Wymyślił więc, że napisze trylogię fantasy “Trzy kryształy mocy”.

Skończył pierwszy tom i do końca kolejnych wakacji napisał połowę drugiego. Wtedy przerwał pisanie i nigdy już do tego nie wrócił. Opowieść ta nie została dokończona. Chłopcu zabrakło zapału i determinacji. Kochał pisać, ale gdzieś z tyłu głowy czaiła się myśl, że to nie ma sensu, że nie da się żyć z pisania książek, że nie jest to prawdziwy zawód. Stracił nadzieję i wiarę w to, że warto opowiadać epickie historie.

Marzenie o książce nigdy go nie opuściło, ale zostało zakopane głęboko pod warstwą realizmu i dorosłości. Opowiadał czasem znajomym, że chce kiedyś napisać besteller, ale czy naprawdę w to wierzył? Miał pójść na medycynę, ostatecznie został prawnikiem. Ale w głębi serca cały czas szukał swojej drogi.

Nigdy nie porzucił pasji do epickich opowieści. Oglądał je w serialach czy filmach, czytał w postaci powieści innych pisarzy. W końcu jednak każdy serial i każda książka się kończyły i pozostawał niedosyt. Chciał czegoś więcej, ale bał się, że było to głupie marzenie. Chciał stworzyć swój własny świat fantasy i opowiedzieć historię, która pozwoli innym oderwać się na chwilę od codzienności i wejść w tajemniczy, magiczny, intrygujący świat.

W końcu pragnienie tworzenia okazało się silniejsze niż obawy i zwątpienie. Ponownie usiadł do biurka, tym razem otworzył laptopa, a nie zeszyt i zaczął opowiadać. Pisał historię o małym miasteczku w Dolinie Waltdal, otoczonym przez lasy i góry, nad którym zawisło śmiertelne niebezpieczeństwo. Z każdym kolejnym rozdziałem opowieść coraz bardziej go wciągała. Pojawiły się krasnoludy, przemytnicy, tajemnicze miasto na jeziorze i niebezpieczne potwory, które chciały niszczyć i zabijać. Czuł, że w końcu znalazł się we właściwym miejscu i robi to, co powinien. Wypełniała go pasja i radość tworzenia, którą czuł jako 12-latek, pisząc opowiadanie o paskudnych hobbitach i uroczych goblinach.

Ten chłopiec to ja. W końcu poszedłem za swoimi marzeniami z dzieciństwa i w maju, najpóźniej w czerwcu tego roku wydam swoją książkę fantasy. 12-latek, który wypożyczał z tatą Władcę Pierścieni i który z zapałem zapisywał kolejne kartki grubego zeszytu stał się 31-latkiem, który naprawdę zostanie pisarzem fantasy.

I pamiętajcie, Wasze marzenia z dzieciństwa wcale nie są głupie. Warto zaryzykować i pójść za głosem serca.

Komentarze do wpisu (0)

Napisz komentarz